No i stało się! Najwyższy czas powrócić do fotografii analogowej.
Fotografowałem w swoim życiu różnym sprzętem.
Małoobrazkowych aparatów było sporo, ale najlepiej wspominam Pentaxa SuperA, Contaxa RTS II i Nikona F75.
W średnim formacie zaczynałem oczywiście od Pentacon-sixa (bardzo zawodna maszyna), po drodze był jakiś Rolleiflex TLR (niestety nie pamiętam, który model), no i setki zdjęć zrobionych staruszkiem Voigtlanderem 6,5x9. Do dziś odpoczywa sobie u mnie na zasłużonej emeryturze. To dopiero były czary: obowiązkowy statyw, głowa nakryta czarną szmatą, komponowanie na matówce... Niestety rollkaseta zaczęła "puszczać" gdzieś światło i nie chce mi się już z tym walczyć. W warunkach studyjnych zdjęcie zrobić można, ale w plenerze, przy silnym słońcu, zdarzają się zaświetlenia przebijające się gdzieś szczelinami.
Obowiązkowo należy wspomnieć jeszcze o Linhofach - 6,5X9 i 9x12. Z tym ostatnim spędziłem sześć lat życia. Tych, którzy westchną z zazdrością, śpieszę poinformować, że walizka z całym kompletem ważyła potwornie - korpus, 3 obiektywy, 12 podwójnych kaset, 2 rollkasety, światłomierz, pudełka z błonami, szmata, wężyk, filtry, no i jeszcze solidny statyw, który podołałby ciężarowi! Na dłuższy dystans nie dało się tego nosić. No, ale jak się wyruszyło gdzieś w daleką Polskę B i rozstawiło sprzęt pod wiejskim kościołem, to okrzyki "telewizja przyjechała!" rekompensowały cały trud.
Dziś Canon 5D nie daje mi tej satysfakcji z fotografowania. Pośpiech i tempo, światło i histogram, balans bieli i Raw Therapee, Gimp i tif, wglądówka w jotpegu i szybki mail, nagranie na płytę i pytanie: kiedy zdjęcia przepadną? Czasem telefon: "komputer nie otwiera tego DVD". A moje stare negatywy czarno-białe nadal żyją i żyć będą...
Obudziły się we mnie te wspomnienia gdy ostatnio dostałem wspaniały aparacik Ercona II.
Takim dalmierzowcem nigdy jeszcze nie pracowałem! Co prawda marzy mi się Fuji GSW-690, ale niestety na razie nie stać mnie na niego. Obiektyw w mojej Erconie to Tessar, ale bez powłok T, więc zdjęć pod światło raczej nie zrobię. Myślę, że te braki zrekompensuje mi specyficzne piękno plastyki starego obiektywu. Na razie zapakowałem do aparatu mocno przeterminowany film Agfa APX 100 żeby sprawdzić przede wszystkim szczelność maszynki i sprawność migawki.
Ponieważ ostrość w Erconie ustawia się "na oko", więc poszedłem za ciosem i kupiłem na znanym portalu aukcyjnym (na literę "A") dalmierz z epoki.
Trochę trzeba było go podregulować, ale wygląda na to, że działa! Przy okazji okazało się (o czym sprzedający chyba nie wiedział), że dalmierz jest zintegrowany z optycznym światłomierzem. W środkowym wizjerze jest skala od 1 do 9. W zależności od oświetlenia pojawiają się kolejne cyfry - musi być tam jakiś klin z szarościami. Najprawdopodobniej była do tego tabela, która przeliczała te specyficzne "EV" na konkretne wartości czasu i przysłony.
No i teraz czekam z niecierpliwością na słońce! W planach są pejzaże i powiększanie ich w ciemni. ŻADNYCH SKANERÓW!
wtorek, 14 lutego 2012
niedziela, 29 stycznia 2012
sobota, 21 stycznia 2012
Sztuka współczesna
Byłem wczoraj na wernisażu. Sztuka współczesna. Najbardziej podobało mi się wyrafinowane zestawienie ziemniaczków gotowanych w mundurkach z pastą twarogową i z pastą śledziową. Smalec standardowo był bardzo dobry. Wino niezłe, nie kwaśne.
sobota, 14 stycznia 2012
Nowa architektura
Część zdjęć była już zamieszczona na Facebooku, ale pozwalam sobie wrzucić tu wersję rozszerzoną materiału dokumentującego brak gustu i kompetencji architektów oraz urzędników odpowiedzialnych za estetykę przestrzeni mojego miasta. Ten niszczący proces ma u podstaw małomiasteczkowy, kołtuński, pełen kompleksów światopogląd ludzi nie rozumiejących prawdziwego piękna tkwiącego w przyjaznej atmosferze środowiska dopasowanego do człowieka.
Jak w komunizmie: człowieka "przystosowujemy" do chorej ideologii i nie ma on tu nic do powiedzenia.
Jak w komunizmie: człowieka "przystosowujemy" do chorej ideologii i nie ma on tu nic do powiedzenia.
środa, 11 stycznia 2012
Droga do pracy
Nie, nie pracuję na wsi. To jest centrum stolicy województwa. Według mapy Google 750 metrów (9 minut pieszo) od ratusza - siedziby Urzędu Miasta.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Święta
Mam kolegę, który demonstracyjnie ogłasza, że nie cierpi świąt. Twierdzi, że ma zespół Aspergera i nie chce składać nikomu konwencjonalnie "serdecznych" życzeń. Nie lubi też jak ktoś mu składa życzenia bo nie wierzy w niczyją życzliwość.
Zacząłem więc zastanawiać się czy lubię święta? Przed oczami stanęło mi wczesne dzieciństwo i uświadomiłem sobie, że oprócz krótkiej chwili konsumpcyjnego szczęścia przy rozpakowywaniu prezentów, cała reszta zawsze mnie przygnębiała. Pamiętam jak podczas rozbierania choinki tłukły się bombki. Wpadłem na pomysł żeby sklejać małe pudełka, wkładać do nich resztki szkła, napisać na nich datę i odłożyć na półkę. Wyobraziłem sobie wówczas daleką przyszłość: stos kartoników z kolejnymi latami i przeraził mnie upływ czasu. Drugim ponurym faktem była dla mnie śmierć choinki. Nie mogłem znieść widoku wyschniętego kikuta martwego drzewka na śmietniku. Tak, od dziecka zdecydowanie nie lubiłem świąt. Gotów byłem nawet zrezygnować z prezentów byle tylko zatrzymać upływ czasu.
Teraz, po latach, podczas świąt widzę tylko to co na poniższych zdjęciach. Rozgrzebane żerowisko, opary alkoholu, otępiający ból głowy i brzucha oraz śmierć choinki.
Zacząłem więc zastanawiać się czy lubię święta? Przed oczami stanęło mi wczesne dzieciństwo i uświadomiłem sobie, że oprócz krótkiej chwili konsumpcyjnego szczęścia przy rozpakowywaniu prezentów, cała reszta zawsze mnie przygnębiała. Pamiętam jak podczas rozbierania choinki tłukły się bombki. Wpadłem na pomysł żeby sklejać małe pudełka, wkładać do nich resztki szkła, napisać na nich datę i odłożyć na półkę. Wyobraziłem sobie wówczas daleką przyszłość: stos kartoników z kolejnymi latami i przeraził mnie upływ czasu. Drugim ponurym faktem była dla mnie śmierć choinki. Nie mogłem znieść widoku wyschniętego kikuta martwego drzewka na śmietniku. Tak, od dziecka zdecydowanie nie lubiłem świąt. Gotów byłem nawet zrezygnować z prezentów byle tylko zatrzymać upływ czasu.
Teraz, po latach, podczas świąt widzę tylko to co na poniższych zdjęciach. Rozgrzebane żerowisko, opary alkoholu, otępiający ból głowy i brzucha oraz śmierć choinki.
niedziela, 8 stycznia 2012
Najpierw trochę ideologii
Każdy kto poważnie traktuje fotografię marzy o super sprzęcie. Kiedyś były to wspaniałe lustrzanki analogowe z rewelacyjnymi obiektywami. Toczyły się długie dyskusje o filmach doskonale oddających każdy szczegół, o metodach wywoływania i o wszystkim co mogło wpłynąć na perfekcyjny technicznie efekt końcowy. Gdy zapanowała technika cyfrowa obiektem pożądania stały się jak najlepsze profesjonalne maszyny za ciężkie pieniądze. Niezbędny był mocny komputer z Photoshopem w najnowszej wersji. Wyścig nabrał gwałtownego przyspieszenia. Świat zalała fotografia. Zdjęcia poraziły nas doskonałością, nieprawdopodobną doskonałością. Możliwość manipulowania obrazem doprowadziła do kreowania nieistniejącego świata. Profesjonalny, agresywny rynek domagał się idealnej wizji rzeczywistości. Kobiety, których nigdy nie zobaczymy wokół siebie, cudowne baśniowe krainy, nawet zwykłe przedmioty codziennego użytku musiały być nieziemsko piękne. W krainie wiecznej konsumpcji wszystko powinno budzić żądzę posiadania.
Amatorzy rozpoczynający swoją przygodę z fotografią bardzo szybko zniechęcają się do swoich małych prostych cyfrówek. Nie "wychodzą" z nich takie krystaliczne zdjęcia jakie znają z kolorowych magazynów, z Internetu, z reklamy. Należy więc włączyć się w ten pęd do perfekcji. Co jest do tego potrzebne? Oczywiście pieniądze! Dawna lustrzanka analogowa mogła służyć długie lata, wystarczyło o nią dbać. Teraz aparat po dwóch, trzech latach staje się przestarzały. Żeby kreować idealny świat trzeba co chwilę kupować nowy sprzęt.
W tym miejscu należy postawić sobie pytanie do czego NAM potrzebna jest fotografia? Do czego fotografia potrzebna jest tym, których interesują nasze możliwości finansowe to wiemy. Kreują świat marzeń, świat raju, świat do którego możemy wejść za pieniądze. To, że po opróżnieniu naszego portfela ten swiat nadal jest niedostępny nie chcemy jakoś zauważyć. Być może za mało zapłaciliśmy?
Dlaczego więc mamy włączać się ze swoim aparatem fotograficznym do tej fikcyjnej przestrzeni? Dlaczego chcemy dążyć do technicznej perfekcji w kreowaniu NASZEGO świata? Przecież NASZ świat nie jest na sprzedaż! Ujrzyjmy go takim jaki jest.
Żeby spojrzeć na rzeczywistość wokół nie potrzebujemy cudownego, najnowszego, najdroższego sprzętu. Potrzebujemy wrażliwości. Lomografia, ruch odrzucający wszelkie zasady i konwenanse obowiązujące w tradycyjnej fotografii, jest tu bardzo dobrym przykładem na własne i niezależne spojrzenie na świat, który nie jest plastelinowo-plastikowo kolorowy lecz wypełniają go piksele, ziarno, szum cyfrowy, nieostrości, najróżniejsze przebarwienia. Bo świat jest niespójny, brudny, zabarwiony na brudno-szaro i jeśli ktoś tego nie chce zobaczyć, to znaczy, że jego jedynym oknem jest telewizor.
Dlatego też zamieszczane tu zdjęcia w większości zrobione będą kieszonkowym aparatem cyfrowym. Dysponuję pełno-klatkową dużą lustrzanką lecz od dawna czuję, że mnie ogranicza. Nie jestem w stanie rejestrować nią na gorąco otaczającej mnie przestrzeni. Koncentracja na sferze technicznej odcina mnie od spontaniczności. Postanowiłem więc włożyć do kieszeni małą maszynkę i rejestrować otoczenie. Zapisywać wszystko co mnie porusza bez myślenia o sprawach nieistotnych. Szum, ostrość, rozdzielczość nie są ważne gdy widzę jak niszczona jest przestrzeń, w której żyję. Gdy arogancja mnie atakuje, gdy tracę jakąkolwiek możliwość harmonijnego życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























